środa, 16 sierpnia 2017

MOCZYĆ SIĘ MOCZYĆ😂😁😘

Nie myśleć. Odmóżdżam się na fali.
Filozofia wyrąbania głosi, iż należy nie zachowywać zdrowego rozsądku. Pokłóciłam się z nim.
Wsiadłam w auto i oto jestem we Władysławowie...
Życie jest piękne.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

FATUM

KoMiFATUM
Jestem jak ziemia. Grawitacja jest silna. Przyciągam fatum...
Zdążyłam tylko przyjechać. Nawet walizki do końca nie rozpakowałam, a tu już proszę państwa spada na mnie z wielką siłą galaktyczne doświadczenie.
Miało być inaczej, pastelowo, zwyczajnie, bez kolizji.
Gdzież tam można sobie życzyć urodzaju.
Księdza w stułę musiałabym całować, aby udzielił mi rozgrzeszenia za pychę lazuru...
Wędkarz od wielkiego dzwonu, na zdechłego piżmaka... Ryb nie przywiózł, bo nie zdążył. Spadł gamoń z rowera.

Ręką jak bania...

On do lekarza nie pójdzie, bo po co???
A co to on troki od kalesony, albo mazgaj???
Na końcu to przesadził siarczyście:
" Nie jestem baba, żeby z każdą pierdołą do lekarza biegać"
- Z nas dwojga synu to ja mam większe jaja i nie płaczę!!-  Mierzę go spojrzeniem bossa, bo mam go naprawdę dość. Lepiej niech popadnie w krótkie milczenie, bo jak pragnę zdrowia, awantura gotowa...
Chyba się wystraszył... Zaczynam lubić to wcielenie. Brakuje mi czarnej pończochy na twarzy, zostały tylko te z dużymi oczkami i dziurami więc zwyczajnie nie nadają się na kamuflaż.
Przydałaby się jeszcze giwera z tłumikiem.
To ostatni raz, kiedy jestem bezbronna.
Kolejny zastanie mnie z Glockiem.
Moje życie psychiczne zaczyna tonąć w bajzlu kiepskich zdarzeń.

Patrzę na panoramę Konina. Przyjechał. Jest nieoceniony, gdy czegoś potrzebuję. Nigdy nie odmawia.
Taki dobry, duży, męski duch bez prześcieradła.
Zawozi nas na SOR.
A tam jak zwykle wychodzi 500 plus. Rozmnażają się jak norki. W dodatku bez zabezpieczeń. Wszyscy połamani, ze spuchniętymi odnogami. Grymas na twarzy małolata działa na mnie destrukcyjnie...
To musiał być przypał w szpitalu.
Podmieniła mi go ta wariatka z Koła. Pielęgniarka, roztrzepana z rozbieganymi oczami, szprycha kurna mać z koła- damskiego jednoślada.
Teraz to już za późno, prawie dorosły,
nie będę dochodzić nieścisłości służby zdrowia. Jaki jest każdy widzi.
Dwie godziny milczę. To do mnie niepodobne. Lekarz dyżurny przemiły. Jest jak melisa. Opuszczamy go zbyt szybko.
Teraz to przydałoby się relanium...
Nie mam...
- Gips, zwariowali!! Ściągnę go jeszcze dzisiaj!!! Spieprzyli mi wakacje-
Nie no, dlaczego ja głuchą nie jestem..
Znowu ludzie.
Starszy pan wyczuł moją słabość do dojrzałych mężczyzn. Może mam to wypisane na twarzy???
Powinnam się pilnować z tą mimiką!!!
- Mam 91 lat. W zeszłym tygodniu ja, teraz żona się połamała.-
Pomagam mu z tym wózkiem, na którym tkwi miłość przemiłego pan.
Wzywają brzydala.
Opuszcza mnie z grymasem himery na twarzy.
- Uśmiechnij się do zdjęcia- Krzyczę zamykając za nim drzwi..
Schodzimy na dół. Boję się. Mam problem z azymutem, a tu takie labirynty. Znowu ten przemiły lekarz...
Za krótko...
Labirynt i trafiam na leniwą wariatkę w rejestracji...
Nie ma tam nikogo oprócz mnie i rozpieszczonego...
- Pani zaczeka, pani przejdzie, pani się oddali-
Chyba nie wie na kogo trafiła???!!!! Przeskakuję dzielący nas parapet, Dopaddam do grdyki, bo kurna nie mam giwery, żeby ją wyciszyć...
Budzę się...
- Dyspozycję to proszę mężowi w domu przedłożyć!!!- Stoję nadal po drugiej stronie.
Czekam na tę płytę ze zdjęciem..

Matko, jak dobrze. Jestem w domu...

- A to pięć euro to dostanę za cierpliwość??-

Mamy poniedziałek...
Do niedzieli nie dam rady. Wybijam numer mojego psychiatry.
- Będzie dobrze, będzie dobrze-
Mantra skutkuje spokojem

sobota, 5 sierpnia 2017

TRAKTAT O CYCKACH.FILOZOFICZNE SPOJRZENIE NA ETNOGRAFIĘ I WYŻSZOŚĆ PŁCI ZARAZEM.

Komu one potrzebne???
W zasadzie to tak, jakbym stała się posiadaczką najdroższego SPA:
I TATRY I MORSKIE OKO, na jednym eksponacie kobiecego ciała...
W zasadzie...

Mężczyźni za nimi przepadają...
Dlaczego więc my???
Nie będę ukrywać, iż posiadanie Tatr wymaga nie lada elastyczności kręgosłupa, a panowie tegoż nie posiadają- myślę tu o wysokiej klasie elastyczności...

Druga sprawa, iż cały czas poruszamy kwestię architektury z najwyższej półki, tam można sięgnąć tylko na paluszkach, a kunusik powinien z drabinki korzystać, pragnąc zaspokoić potrzebę piękna, podziwiając Tatry i Morskie Oko😁

Za każdym razem, gdy powracam do górnolotnych przemyśleń, dotyczących mojego wyżynowego krajobrazu, przypomina mi się moje ulubione opowiadanie Mastertona,
w którym to zły mężczyzna zdradzał swoją kobietę, z każdą napotkaną
" SUCZĄ" . Góra zaczynała patrzyć na to wszystko z trudnym do ukrycia obrzydzeniem. Postanowiła go ukarać.
Mistrz sztuki uwodzenia wstaje pewnego ranka, pragnie sikać na stojąco, a to zoong!!!
Zrozpaczony kładzie się się do łóżka i spostrzega potęgę kobiecości...
Są dokładnie takie o jakich marzył pośród bezsennych nocy...
I co???
Ano skończyło się na tym, że pobawił się nimi, jak to chłop, podotykał, postękał, i nuda, jak u samca co zwojów ma parę, jak kura, jeden do chodzenia w kółko, a drugi do wydalania...

Na co komu cycki??
Nie czarujmy się, iż stworzone jesteśmy na wzór dojarki...
Już to przerabiałam przez rok
Mały najadł się, naciamkał, beknął, jak to chłop i głęboko w tyle miał bufet.
Na co komu one???
😁😂😀😁

KOBIETA JEST JAK POLSKA
musi mieć i morze i góry, dostałyśmy jeszcze w pakiecie intelekt,
więc drogie panie nie oszukujemy się
nie sposób nas nie podziwiać.

poniedziałek, 31 lipca 2017

CUDA CUDA SIĘ ZDARZAJĄ

Trzasnęły drzwi.
Zostałam sama z sobą na zewnątrz. Pieprzony wiatr - pomyślałam.
Winowajca być musi.
W środku został on:
Dziadek z demencją, w stanie totalnego wygłuszenia, w śpiączce, z nogami, ale jakby bez nich.
Dawno zapomniał do czego służą.
Macam kieszenie w poszukiwaniu kluczy, mimo że jestem świadoma ich braku.
Taka to przypadłość roztargnienia.
Pozostanie mi drapanie w drzwi.
Czas zamienić się w kotkę.
Kurna i to nie działa.
Zaczytałam się w Kingu i stąd ta wiara w teleportację.
Dupa i to bez odzewu.
Pozostaje ostatnia szansa!!!
Okno jest ciągle otwarte.
Co z tego, jak tyłek za ciężki.
A mówili w młodości ogranicz ziemniaki, dbaj o dietę, to nic - tylko żarcie!!!
Zostanę tu do wieczora-
pomyślałam pogodzona że świeżym podmuchem wiatru...

Nie, nie zdierżę tego dłużej!!!
Obchodzę dom do okoła.
Zaglądam przez szybę tarasową.
Mój pyrkowaty nochal zostawia ślad dla policji kryminalnej.
Śpi, niby nic nowego.
Mógłby chociaż spojrzeć w moje przerażone, ciągle zielone oczy.
Nic, tylko ta totalna klapa!!
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jestem w czarnej dupie i ratunku z nikąd nie widać!!
Walę przerażona w szybę.
Jeszcze chwilę, a pęknie z trzaskiem.
Wstaje!!!
Matuchno, drepta w moim kierunku bez kapci i bez loratora. Naciska na klamkę i wpuszcza mnie do środka.
- Her Goot! - Krzyczy w moją stronę zaspany.
Cuda, cuda się zdarzają 😂😁😂😙

sobota, 22 lipca 2017

CZŁOWIEK

Człowiek gatunek pokrętnej woli przetrwania, w ogniu nienawistnej plotki, w postaci zmutowanego grzyba na czubku języka...
Byle więcej, byle gorzej, byle przesadniej...
Nie mam pojęcia, kiedy to nastąpiło...

Szybko staliśmy się bronią, zagrożeniem dla normalności, zabójstwem dla samych siebie...

W żyłach nie ma krwi.
Płynie sobie frustracja, napędzana silnikiem ułudnej wyższości.
Moje Ja najwyższe w galaktyce, dyktuje mózg poczynania człowieka frajera. Moje, moje, wypowiadają usta bez przesadnej skromności. Usta człowieka, bo człowiek to brzmi dumnie.
Przesuwa się z głową na szczotce o imieniu szyja.
W pozycji pionowej spogląda w dół na garstkę oddanej życiu.
Człowiek z patologiczną konstrukcją, bojący się lepszych, szybkich.
Bojący się skromnej miłości.
Człowiek o imieniu ludzkim...

To był mój sen o planecie Ziemia, na której nie ma cienia radości ze szczęścia innych.
To był mój sen o Ziemianach,  pokrywających się namiętnie nasieniem nienawiści.
Odpady człowieczeństwa zatopione w walce o przetrwanie.
Patrzyłam na prokreację ułomów zaciętych gniewem nienawiści.
W  tamtej krótkiej chwilę stałam się fanką sterylizacji i kompletnej kastracji...
To był sen o planecie zakłamania.
- Przestańcie się rozmnażać!!!!-
Wrzasnęłam przerażona... Obudzona koszmarnym widmem, zapragnęłam normalności...
Jak dobrze, że jestem u siebie,- wymamrotałam w ucho Miłości...

środa, 28 czerwca 2017

PSY

Ile w nas psa z psa???
Chyba więcej niż w samym psie!!!
Łowcy dobroci, mistrzowie konsumpcji codzienności. Byle dopaść, zanurzyć się w krwi, wyssać pozostałość naiwnego oddania. Ujadaniem zwołujemy sąsiadów na coroczne czary nad sprawiedliwością.
Tacy jesteśmy my, może nie my,
a ludzie psy.

Żulczyk zrobił coś niemożliwego.
Opisał każdego z nas z ludzkim bagażem przywar, subiektywnym poczuciem sprawiedliwości, z pychą , wydętą wargą wzgardy, łatwością swawolenia i oddaniem własnej prawdzie.
Malownicza narracja pozwala w sekundzie pokochać i znienawidzić każdego z bohaterów.
Walka o sprawiedliwość, sprawę gwałtu i morderstwa Darii, odkrywa mroczne cienie herosów. Wszyscy utaplani są w błocie samouwielbienia. Mateusz zabawiający się przyjemnością swawolenia, zapomina o lojalności. Jest ciągle młody. Brzemię odpowiedzialności uwiera w kroku, jak przymałe gatki. Nie odkleja się od jego sumienia zaszpachlowanego ciągiem narkotykowym. Ćpanie zabiera mu godność. Goły, obdarty z człowieczeństwa spotyka ją. Miłość życia: Prostytuującą się z dążeniem na szczyt...
Ludzie psy szukający sprawiedliwości.
Pogrążeni w życiu, umoczeni w realności, zabijający każdego dnia godność człowieczeństwa....
Czy jesteś zły???
Nie możesz być lepszy ode mnie.
Wszyscy mamy w sobie dzikość psa.

piątek, 23 czerwca 2017

WYMOWNE

- Mamo, co zrobię, jak zacznę łysieć?-
Spojrzałam na niego rozbawiona. Kolejny żart z życia w jego wymiarze.
- -Ogolisz się na zero-
- Czyli co? Będę wyglądał , jak penis???!!!-
- Możesz zawsze założyć okulary 😂-
- Taa, penis w okularach-
- Tak wygląda męskość synu-
Odpowiedziałam. Muszę dbać o jego zdrowie psychiczne. Im wcześniej zda sobie sprawę z konsekwencji posiadania testosteronu, tym zdrowiej będzie funkcjonować....

środa, 14 czerwca 2017

KUMULACJA

PRZEŻYŁAM, PRZEŻYŁAM TEN TYDZIEŃ. 

Lekko nie było, ale nie odpuszczałam. Przyszła w nocy. Usiadła na klacie i czekała, aż wykaszlę życie. Twarda jestem od urodzenia. Pocharczałam, odplułam, wypociłam...Kurna przeżyłam.To był koniec bitwy. Wojna ciągle trwała. Śmierć czyhała na moją słabość. 
Bezwstydnie usiadła w rozkroku.Nie miałam siły zagrać jej na nosie....Nosz mówię wam, nie dało się jej wyprosić. Lokator na gapę mi się przytrafił!!!Chodziła w starych majtach po domu, mierzwiła wczorajszą gazetę, nogi jechały jej grzybem... W dodatku zajmowała mój ulubiony fotel.... Czuła się, jak u siebie. 
Wyszukiwała ofiary. Nawet nie myślałam, że pójdzie jej tak zgrabnie. 
Wypatrzyła go wtedy, gdy podawałam jej cukier. Kokietowałam na słodko ....Laptop się poddał. Poddał się i zdechł ... To ciągle był początek tygodnia. Jakiś wtorek , czy środa. Tak, początek wchodził w środek...
Odszedł bez pożegnania po dziewięciu latach bezwzględnej służby.

Czułam ją w powietrzu. Śmierdziała końcem. Białe gacie ciągle trzymały się na tyłku. 
Moim tyłku. Kapitulacja nie wchodziła w grę...

Schowany w tylnej kieszeni spodni czuł bezpiecznie. Nie mógł przypuszczać, że dopadnie i jego.Smartfon zawiesił się nad rantem kibla, obstawionego kostkami Domestosa. Znikąd pomocy, żadnego koła ratunkowego. Powoli szedł na dno...
UMIERAŁ... 
Ciągle wierzę w jego zmatrtwychwstanie. Szukam dawcy narządów dla Xiaomi:)
Lajkujcie, może dobre się wydarzy:)

Na otarcie łez wyszukałam starego, może nieco archaicznego, ale zawsze rodzaju męskiego!
Był tak wiekowy, że trudno mi było sobie przypomnieć, kiedy go ostatni raz  używałam. 
Cisnę, a on nic. Nie dzwonił, połączeń nie odbierał, nie dość, że stary, to jeszcze inwalida z grupą. Poczułam się niczym w bajkowej Czarnej Dupie - znikąd pomocy!!!
Jak żyć, bez połączenia, jak żyć???
Ciemne chmury zbierały się nad moją głową. Zaczynałam je wymiatać. 
Myśl Joanna, myśl pozytywnie!!!- Powtarzałam sobie, zamieniając się we własnego trenera personalnego. Podziałało, wtedy odnosiłam takie wrażenie - bynajmniej.
Magik rozpoczął ceremonię nad moim modelem muzealnym. Wartość zero uległa zresetowaniu.
- I żadnych kontaktów nie odzyskam - Zajęczałam.
- Z tego typu się nie da- Odpowiedział Indianin, ciągle nie Indianin.
To nie działo się naprawdę. Dziś tak myślę. Stało się. Mistrz usunął mi kontakty, miliony sms-ów, z których książka miała powstać, głównie te do Ciebie i dupa...
Telefon nie dzwoni!
- Nie opłaca się inwestować w głośniki. Lepiej nowy kupić- Wyseplenił. 
Już ty mi nie mów co mam robić- Pomyślałam trzaskając drzwiami, rozkładając parasolkę i wszystko zamieniając w jeden rozmoczony sen, który spływał makijażem rozpaczy po mojej twarzy. To nie dzieje się naprawdę - przeszło wieczorem przez moją głowę, kiedy ponownie sięgnęłam po eksponat. Magik nie wszedł w ustawienia. Mój rencista dzwonił, odbierał połączenia. Wystarczyło zlikwidować połączenia lotnicze. 
O zgrozo, niech, że się ten tydzień kończy!!!

Mamy niedzielę!!!
Nowy tydzień.
Zaczynam nowe życie. Śmierć dała nogę...
FARCIARA ze mnie:)

i zapraszam, bo zamiast tych sms - ów tutaj rodzi się książka:)

http://goodmorning73.blogspot.com/

poniedziałek, 5 czerwca 2017

KWIATY NA ŚWIĘTO TATY

Czas zaiwaniał, niczym spóźniony pracownik. Ciągle było go za krótko...
- To ja przyjdę za piętnaście minut, a pani przygotuje mi ten bukiecik z róż w skromnym wymiarze!!!-  Rzuciła na odchodne, analizując w myślach co ma jeszcze do wykonania.
Sobota dla kobiety, to istne przekleństwo i jeszcze ta tutaj, pomyślała wpadając
na byłą już szwagierkę.
- Nie zaprosił mnie na swój ślub!!!- Zniesmaczenie przykrywała uśmiechem serdeczności. To było zrozumiałe,
że szukała w niej poparcia:
W pierwszej, byłej i znienawidzonej żonie.
- Nie płacz, mnie kurna też!-
Poklepała szwagierkę ze zrozumieniem po ramieniu.
- Ale bramę mu zrobimy.
Ten twój brat to zawsze był wolno myślący. Poinformuj go , że skrzynkę wódki dla byłej żony i drugą dla siory ma przygotować, a i przestań płakać, bo to jego ślub a nie pogrzeb. Na cmentarz też Cię pewnie nie zaprosi-
Rzuciła na pożegnanie.
- Te kwiaty to dla???-
Kwiaciarka nie mogła oprzeć się ciekawości.
- Są naprawdę cudne te różyczki. To dla ojca mojego syna, na jego ślub.- Dobrze, że kawy nie piła, bo pewnie zapluła by ją fusami.... To spojrzenie mówiło samo za siebie. Chciało więcej, a ta tutaj niczym Teleexpress, przekazuje jej wątek z całości....
- Czyli, że były mąż ślubuje, a pani mu u mnie kwiaty kupuje!!!!-
- I długo już tak po rozwodzie???-
- Tak długo, że nie pamiętam, dlaczego za niego wyszłam, a tym bardziej, dlaczego się rozwiodłam-
Szła z tym bukietem ulicą, świeciło słońce. Trudno było się nie uśmiechać.
W domu czekał na nią syn.
Genetyczna mieszanka maszyny czasu...

poniedziałek, 29 maja 2017

POKORA

Czasami mam​ ją ochotę w dupę kopnąć.
Myślę sobie cierpliwa jestem, ale do czasu...
Wydawałoby się, że stąpam po granicznym gruncie.
Jakby tego mało było to przy niedzieli, bez rosołu, z depresją zamiast kurczaka i słonymi łzami. Jeszcze trochę i znienawidzę niedzielę...
Nie zdążyłam bo przyszedł poniedziałek.
Otworzyłam oczy ...
Po niedzieli ślad zaginął. Oczami ślepca wyszukuję rurki.
Nosz kurna nie pamiętam o niedzieli !!!!
Wstaje nowy dzień i gdybym znalazła w domu tę rurkę,to bym przy niej zatańczyła.

Zamiast rurki wciągamy mega śniadanie, błaznujemy w okularach i czepku pływackim, bo może gdzieś odpłynę😀😁😂
I co?
I co?
I co zrobić z tak pięknie rozpoczętym tygodniem?😚😇

poniedziałek, 22 maja 2017

ZAĆMIENIE

- Patrzy się na mnie tak, że zaraz wypadnie mi ten papieros!!!-
Stwierdza młody, delektując  w Warszawie nikotynową trucizną.
- Wcale się jej nie dziwię. Też byłabym zgorszona matką trucicielką.-
Odpowiada moje umęczone  ciało.
- Ty wyglądasz na starszą siorę-
- Dziękuję ci synu. Wszystkie starsze siory są strasznie głupie-
Teraz przemawia moje sumienie, na tyle głośno, że zjarana solarą skóra, przechodzi w buraczkowy odcień.
Co mnie pokusiło???
Chciałam być piękna na ten dzień nagraniowy w " Belfrze" .
Gdzie ta zaplanowana oliwka. Ciało pali wczorajszą rana.
Nigdy więcej!!!!
To był ciężki dzień...
Statyści muszą być odporni.
Gdyby scenariusza do serialu 

nie pisał mój pupil od pióra - 

Żulczyk,
w życiu by mnie tu nie zobaczyli.
" Wzgórze Psów" wygina moje kolana.
Ta książka​ doprowadzi moje jeszcze, 

jako tako zgrabne nogi do totalnej krzywicy😂😁😁

- Wszyscy jeżdżą metrem, a my z buta!!!- wydziera się woją stronę.
Wkurw zalewa mnie tak mocno, że prócz przypalenia solarycznym węglem, 

na twarzy pojawia się rumień wściekłości.


W ręku dzierżę nawigację, która zrobiła mnie w balona. Dociera do mnie, że spóźniliśmy się na nagrania.
- Taki jesteś mądry???!!! To się wykaż!!-
Wrzeszczę przed automatem, który powinien drukować bilety.
Nie drukuje. Słońce odbijające się w jego szybie wali po oczach.
- Nic nie widzę!!!- Wrzeszczy Młody.
-Taaaaa???!!! - Ironizuję.
- Chciałeś metrem, chciałeś poznać Warszawę, to walcz koniński buraku!!!!-
Krzyczę, nadal wściekła na tę cholerną nawigację. 

Niespodziewanie pojawia się, tuż przy nas, w granicznej odległości, tak bezkresnej, że czuję zapach jego potu,

 bezzębny 30-latek.
- Pomogę- Jakoś mnie nie przekonał.
- Właśnie mnie okradli w metrze.
Zabrali telefon i portfel.-
Fałszywa nuta zagrała zbyt głośno.

Klawisz z piskliwym si,

wdziera się nieświadomie w moją aurę.
Patrzę na tego faceta. Wiem, że to blef. 

Teraz zastanawiam się, czy mam mu oddać własnego smartfona, czy zadzwonić do jego mamy, czy też wyjąć drobne z przegródki i dać mu na chleb??
- Potrzebuje długopisu i kartki- 

Kontynuuje słoik.
Po jaką gitarę, mu takie atrybuty???
Kurna ta solara wypaliła instalacje w moim prywatnym procesorze.
Mogę wywalić własny łeb na złom.
Swoją drogą to ciekawe,

 ile bym za niego dostała???


- Damy sobie radę- 

Młody nie był ze mną na solarium. Zachowuje trzeźwe myślenie.
W końcu rozkminiamy ten rebus!!!
Eureka, automat sika biletami.
- Wiem dlaczego z Mają uderzasz z buta po Warszawie!!!-
- No czekam , oświeć mnie!!!-
- Omijasz automaty, bo nie potrafisz wydrukować sobie biletu!!! -
Rży , jak koń, a byłam pewna, że od urodzenia był człowiekiem???
Chyba.....

- Proszę cię nie rób siary mamo!!!-
Trzyma mocno za rękaw sweterka kloszarda, za którego mnie przebrali.
Atrapa policjanta, młody, przystojny i przyjemny w obyciu młodzieniec, szepta szatański wers:
-To jest Stuhr, ten młodszy-

No przecież widzę, że jeszcze nie starszy...

Podchodzę do niego niczym automat, wpierw wyrywam się z potrzasku witek, uczepionych ubranka kloszarda....

- Dzień Dobry. Czy mogę zrobić sobie z panem zdjęcie- świergolę głosem głupiej nastolatki...

- Wypalę tylko papierosa- 

Zimny kubeł wody, wylany na moje rozpalone solarą ciało , przeszył je dreszczem...

-Statyści na plan!!!- Zapiszczała opiekunka wycieczki z poprawczaka.

Nie wiesz komu odmówiłeś-

 pomyślałam, zasłuchana w głos atrapy policjanta...

- Czasami zachowujesz się , jak rasowa wieśniara mamo- surowa ocena 

prywatnego przewodniczącego jury, w składzie jednoosobowym, zabolała....

- Ale kocham cię mamo😂 wyszeptał, gdy tak siedzieliśmy na przeciwko mojej jeszcze niedawnej ikony sztuki. 

Wygłądała na przetartą i przemęczoną całym dniem pracy.

Nie poprosiłam nikogo z aktorów o autograf.

A co tam, to niech oni mnie teraz proszą....

W końcu zrzucam mój strój kloszarda.

Prawie staję się człowiekiem..


Kurwa....

To niemożliwe, ktoś zagibał moje prywatne wdzianko...

Biegam w majtkach i staniku po tej małej budce...

Mogłaby robić z powodzeniem za lodziarnię..

- No nie ma!!- Powtarzam niczym mantrę...

- Nie ma...-

Prawie płaczę. Z nerwów gotowa jestem wyprykać po tym objazdowym rosołku hymn rozpaczy...

- No nie ma- 

Nie mam czym płakać , nie mam czym sikać...

- Mamo zobacz w plecaku!- Młody wrzuca tę naszą czarną szmatę...

Garderobiana spogląda z niepokojem w moją stronę...

Jest, czy nie ma???

-Przepraszam, znalazł się😷😜-

Widzę że zakurzona jest nie na żarty. Jakby mogła, to w sekundę wypieprzyłaby mnie z tej lodowej budki....

Jest cierpliwa, bo z Warszawy...

I wtedy ten głos, twarz na którą lubię patrzeć, gdy odmóżdżam się po powrocie z Niemiec.

Pani doktor z Leśnej Góry. Nie pamiętam nazwiska. Uśmiecha się tak serdecznie, że cała złość ze mnie paruje.

Mogę sikać i płakać jednocześnie😂

Nie proszę jej o autograf...

Nie jestem przecież konińskim burakiem.

Zresztą moje spojrzenie potyka się o wzrok Młodego... Nie dałabym rady...

Wychodzę bardzo szczęśliwa....

Jest późno. Ostatnie zakupy, długa rozmowa z dziewczyną serwującą piwo, 

pociąg, matka mojej dobrej koleżanki

ze szkolnych lat...

Ta podróż była jak zaćmienie...

Mam wspaniałego syna...

Równy z niego gość....

czwartek, 11 maja 2017

SZCZURY

Przeciskają się...
Ludzie
Szczury...
Byle szybciej... Byle sprawniej...
Osiągnąć cel...
Przecież wszystko sprzyja...
Zlizują okruch z brudnych paluchów dyrektora.
Ślinią się ...
Są jak obślizgłe trole wypuszczone na rajd, w pogoni za stanowiskiem....
Ktoś ich tu wsadził, ktoś ich wysłał z misją....
Obrzydliwe szczury w pogoni:
Byle wyżej, byle sprawniej...
DOSTAŁY NARZĘDZIA- POZOSTAJE ZABIĆ SZARĄ MYSZ!!
Łeb ukręcić, przetrawić i wykręcić...
Jeszcze piszczy mysz przebrzydła???
A po co się pchała w tę sferę szczurzego zaprzęgu ????
To nie wie , że BANK może wszystko???
Może narzucić, zaniżyć odciąć od gotówki, zabić konkurencją !!!
BANK MOŻE WSZYSTKO!!!
To po co te szare paluszki w drzwi wciskała???
Po co biznes otwierała???
To nie wie , że BANK , niszczy szybko!!!
A po co ten lokal dzierżawiła, mysz obrzydliwie poszarzała???
To nie wie , że prawo nie może nic???
My są PRAWEM, SĘDZIĄ I PROKURATOREM!!!
MY SĄ KOMORNIKIEM!!!
MY POLSKIE SZCZURY Z EMBLEMATEM PKOBP S.A.

Po co pracowała i klientów PKOBP S.A oddziałowi zabierała???
To nie wie mysz poszarzała
w uniżoności swej przebrzydła, że jak nie da się pogonić kijem,
to BANK wymiata odkurzaczem???
To nie wie jeszcze mysz poszarzała i przebrzydła???
To już wie, że jak BANK powie, tak stać się musi!!!
To już wie, że w prawie BANK posłuszeństwo wymusi!!!
Bo to Szczurza piwnica,
Szczurzy kraj
I mysz niech lepiej stąd wymiata!!!

poniedziałek, 8 maja 2017

Cień...

Przemykam korytarzem. Jest wąski.
Zbyt wiele twarzy. Kolejne wiadomości. Próbuję odkryć siebie.
Po omacku pokonuję ten labirynt...
Pułapkę własnych wspomnień...
Złapałam się ostatnio na dotyku. Zbyt płytkie rysy charakteru. Emocje wygładzone szpachlą mistrza kamuflażu... Komplementy, jak miód..

A wiesz jak to jest z miodem...

Substytut wykonany nieletnią ręką Chińczyka, znowu nagina dojrzałość... Próbuję wmówić mi czego chcę...

Chyba rozwaliłam sobie głowę. W tym labiryncie jest tyle osób. Zasłaniają jedyne źródło światła, które sączy się z jarzeniówki...

Uderzyłam w ścianę. Zastanawiam się, czy kiedyś zdołam pokonać te mroczne przestrzenie...

Zbyt wiele twarzy. Twojej nie potrafię odnaleźć. To chyba dobrze...

Życie upstrzone, niczym letnia szyba, przez małe muszę gówienka obietnic, nie jest już takie przejrzyste...

Nie powinnam Cię odnaleźć.

To ta cholerna podświadomość szarpie się z wadą wzroku. Czy mogłaby wreszcie oślepnąć, rozbić ten pusty łeb i wylądować na wózku inwalidzkim??? Dokarmiałabym ją zupą z muchomorów, byłaby na wiecznym haju z gębą uśmiechniętą od ucha do ucha...

Wyczołgać się z tego labiryntu twarzy okrytych maskami. Ruszają ustami, chrząkają. To dziwne, jak śmiesznie wygląda śliniący się facet... Przez moment jestem rozbawiona.

Nie chyba nie ja, tylko naćpana podświadomość. Szkoda, że tak zimno, dałabym jej więcej tych muchomorów...

Myślę... Kurna dlaczego męczę mózg.

Znów się spocił.

Zaćpana podświadomość uśmiecha się w letargu do własnej bezmyślności, oślepiona niespełnieniem... Przestała Ciebie wyszukiwać w milionach nieznanych jej twarzy. Pozostań tam... 

Tylko czasami czuję się samotna...

Pozwalam im wtedy na ułudę... Czytam z ich ust. Udaję , że wierzę. Nie mają pojęcia , że jestem wyziębiona...Nawet nie pocę się pod pachami. Może to ten sztyft zadziałał???

Nie odbieram bodźców. Teraz cieszę się, że Ciebie nie ma.

Nie czekasz na mnie z obiadem, nie tapetujesz, nawet nie wymieniłeś mi tej deski na kibel, na tę piękną w storczyki...

Nie zmieniaj się. Zostań we własnym świecie urojeń. Kochasz urojenia...

Ja już nie...

Z naćpaną podświadomością, pachami, które nigdy się nie spocą, z mózgiem, który spuchł od wspomneń pozostanę zimną suką, w Afryce ułudy...

Gdy wytrzeźwieję, pewnie znowu zapuszczę się w ten korytarz.

Schowaj się dobrze, żebym nigdy Cię nie znalazła...





Zaciągnęło...

Chmury...
Czy się tym przejmuję😂😁😀? 
Jak widać wcale...

Nie ma nic lepszego niż deszcz...

Mam sporo czasu dla siebie i książki, wydaje mi się niezwykłej, dotykające  najgłębszych zakamarków skomplikowanej natury człowieka, jego duszy, przykrytej skorupą codzienności. Uwiera...

Porzuconej w miłosnej spowiedzi...

Boli wszystko...

Słowa przenikają najgłębsze zakamarki empatii...

Spowiedź Dziwki...

Jan Jakub Kolski napisał 

" Egzamin z oddychania".

Każdy z nas ma do przebycia kilometry.

Większość ucieka przed przeszłością...

Droga, która zawsze zatrzymuje się przed wioską Śmierć...

Przekładam kartkę.

Trzeba żyć dzisiaj... Pada...

Jak dobrze, że pada.

Jutro wyjdzie słońce. Powrócę na urlop do tych których kocham...

Pada....

Jak dobrze... Ciągle jestem w dzisiaj...

Najlepsze przede mną...

Przecież nie będę wiecznie stała w tym deszczu.



sobota, 6 maja 2017

MIŁOSNS ETIUDA


MIŁOSNA ETIUDA

‌Chowała się w niego,
niczym w parasol, który chronił ją przed dniem. Nie lubiła jasności.
Blask poranka zaoostrzał kontury twarzy, odkrywał starość.
Kradła jego zapach,
w zazdrości o dzień,
który jej, go zabierał.
Z magiczną siłą przenosiła się  
w receptory jego skóry...
Znowu to światło...
Chciałaby żyć w niekończącej się nocy jego ciała.
- Malutka boję się, że cię zgniotę- szeptał , wnikając w nią całym sobą. Nie była już Ewką...
Była w nim, on w niej.
Zabierała mu skórę, aby chwilę w niej pomieszkać.
- Nigdy nikogo tak nie kochałem. Przez te lata tkwisz we mnie
tak głęboko, że nie potrafię
sobie z tym poradzić.
Jesteś w każdym moim śnie. - Doznawała powolnego zaspokojeni nasycona smakiem jego śliny....
Byleby nie przestawał...
Upajała się dotykiem jego rąk,
wiła z rozkoszy w rytmie jego oddechu.
Był, jak muzyk grający na harfie jej doznań, nawilżając jej zmysły miolionem pocałunków.

Zamykała oczy, aby zapomnieć o budzącym się dniu...
Jeszcze nie teraz...

środa, 3 maja 2017

ATRAPY

Odnoszę wrażenie, że wszystko jest powtarzalne, mdląco przewidywalne, niechlujne w swoim wymiarze.
Kobiety uganiające się za miłością,
łykające tanie komplementy od których puchnie ich ego.
Przechodzą na dietę. Żywią się urojeniami. Są jak kury....
Szukają ziaren....
Stuk puk...
Trawią...
Wydalają...
Szukają dalej ...

Jeszcze Ci Judasze w skórze przyjaźni.
Tani manipulanci.
Kreatorzy kosmicznej przyjaźni:
- Jak będę spadał to mnie złap, a jak umrę to pochowaj-
Chuj z Wami przyjaciele emocji.
Zapalę znicz...
Śmierdzi przeszłością...
Tak wygląda starość. Widzę kontury śmierci.
Robi się nudno...

Mężczyźni bez oręża, poszukujący...
To parcie na męskość ich przygniata.
Przypominają rozdeptanego przez życie robaka....
Tego się nie sklei...
Możesz przypiec, przypalić, możesz życie nosem wciągnąć...
Jest za ciężkie...
Nie ogarniasz...
Już Ci się nie chce improwizować...
Kurna lepiej się połóż i prześpij to życie...
Podnieś spodnie. Opadły Ci do kolan...
Cóż i to było do przewidzenia...
Przewrócił się...
Dupą świeci...
Dupa nie mężczyzna...

Dzieci ...
W nich nadzieja.
Utalentowani manipulanci
niedorosłych dorosłych...
Jest nadzieja, że się nie zanudzę...

wtorek, 2 maja 2017

Dlaczego Londyn, dlaczego Polak???

To była mądra rozmowa, bo zaczęła się od słów:
- A dlaczego????-
Moja znajoma Niemka, przyszła w odwiedziny na kawę.
Siorbiąc jeszcze gorącą,rozpoczęła rozmowę o Polsce.
- A dlaczego Anglicy nie chcą Polaków u siebie???-
Od razu nasunęło mi się myśl, że głupia
to ona nie jest, skoro tak formułuje pytanie. Większość moich znajomych Polaków mówi o pijaństwie, nieróbstwie i rozboju naszych rodaków.
Nie, ta Niemka nie jest głupia-
Pozytywna myśl wstrzełiła się w centrum splotu neuronów.
- Przecież nie pozbędą się Arabów-
Wyskoczyłam całkiem szczerze.
Każdy zorientowany w stosunkach dyplomatycznych Wielkiej Brytanii i krajów Bliskiego Wschodu, zdaje sobie sprawę, że choćby w powietrze wyskoczyło kilkanaście stacji metra z rąk terrorystów,
państwo zapewni ludności arabskiej:
Opiekę medyczną, wykształcenie, rozwój, biznes i socjal.
Skąd to wiem???
Oj Rychu, znajomy, podobno agent SB, mistrz

reportażu i miłośnik komuny, napisał o tym w kilku książkach. Kapuściński się nazywał. Od jakiegoś czasu mój idol, konstruktor myśli przewodniej i znakomity przewodnik po krajach, których bym pewnie nigdy nie odwiedziłam.

Może wyprzedzę tu Twoją dygresję, że agent i pewnie gówno wie ...
Zanim rzucisz głazem przeczytaj...
Wszystko kleiło się w historyczną fabułę...
Drobne prezenty dla szejka arabskiego, tytułem przekazania w jego ręce, byłej już kolonii, dyplomatyczne gęsty i biznes...
Pieniądz rządzi wszystkim, a przede wszystkim napędza gospodarkę.
Stosunki Wielkiej Brytanii i Krajów Bliskiego Wschodu to nie tylko ciepłe gesty dyplomatyczne, to zapewnienie bezpieczeństwa i rozwoju ludności zamieszkujących w tych stronach.
Kto był, ten wie, że ilość meczetów w samym Londynie przebiła z pewnością liczbę kościołów katolickich w W- wie.
Jak teraz pogonić braci wschodnich z Londynu, no jak???
Każdy dyplomata szuka w takich warunkach kozła ofiarnego.
Po co komu Polak, skoro Polak sam przyleciał, sam zarobił, podatki płaci,
ale nie stoi za nim prezent w postaci ropy, bądź gazu.
Nie powtarzajcie
poszę tych fejsbookowych pierdół,
że Polacy, jak Syryjczycy,
wędrowali za " chlebem"!!!!
Czy Polak na przywitanie dostał:
mieszkanie, pracę, wykształceni i spore dotacje finansowe???
Czy wysłano Niemca na wcześniejszą emeryturę, aby zapewnić miejsce pracy Polakowi???
Gdzie nam Polakom do Syryjczyków??
Jesteśmy narodem pracy i siły własnych mięśni.
Nie mamy ropy, ale mamy przedsiębiorców, którzy płacą podatki do kas Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji...
Wszystko dlatego, że nie mamy Szejka😂😁😀 ropy, pokładów złota i kopalni diamentów...
Rozmowa zeszła na kolonie brytyjskie, niemieckie i francuskie.
Anglicy, poważni kryminaliści, ludzie świata przestępczego, nazywani :
Afrykanami, jako pionierzy tamtego okresu, zajmowali tereny Afryki, walcząc z broniącymi się zbrojnie mieszkańcami.
Potem były kopalnie złota, diamentów i innych dóbr.
Kto się bogacił?
No przecież nie my!!!
Moja niemiecka koleżanka,
to świadoma partnerka do takich rozmów.
Wracamy do Niemców, Bismarcka, kolonii niemieckich w Afryce i Ameryce....
Przyznaje mi rację...
W takich warunkach biznesu i gospodarki Polaka należało pogonić z Wielkiej Brytanii...

poniedziałek, 1 maja 2017

MIŁOSNA ETIUDA

III
Cisza... Taka lekka.
Symfonia spokoju...
Upajała się koncertem granym na trzy. Tyk, tyk, tyk, zegar wygrywał hejnał wolnego przemijania. Ponownie sama z sobą na trzy. W oddechu, w którym ciągle był. Odgradzała się od jego żaru, drzwiami zamkniętym na trzy. Magiczna liczba oddechów z garbem i murzyńskim zadem... Na trzy zapominała o huraganie miłości. Na trzy zniknie wszystko, oprócz zapachu jego skóry.
Było go zbyt wiele ...
Na trzy ponownie sama z sobą....
Powietrze, ono nie znało czasu, nie słyszało taktu na trzy.
Drgało gęstym wspomnieniem.
Testosteron ciągle tańczył na czerwcowy nutach południa. Wnikał porami skóry, pieszcząc receptory dotykiem minionego. Zapalał się ponownie gorącym ogniem namiętności.
Bużył aurę spokoju.  Palcami wspomnienia dotykała chwilę. Nadal była gorąca...Na trzy...
Czy tego chciała???
Wyczekiwania, tęsknoty, romantycznych banałów?
Miała tę swoją ciszę zatopioną w szczęśliwej sekundzie samotności.....
Odgłos wiadomości, niczym granat uderzający w bazę cywilów, zakłócił to, w czym prawie drzemała, zabrudził rajski lazur unoszącej się ciszy....

" Nic się nie zmieniłaś. Spędziłem z Tobą wspaniałe chwile. Minęło 24 lata, a czułem się tak, jakbyśmy nigdy nie stracili kontaktu. Dziękuję"
Skrzypaczka miłości ciągle wygrywała nutę uniesienia na strunach emocji...
Nie powinna pędzić w stronę ognia.
Patrzyła przed siebie. Za oknem rozpędzone auta hamowały przed skrzyżowaniem
Dozorca bluzgał właścicielkę psa, wymachując miotłą przed jej twarzą . Jazgot jamnika, zagłuszał dialog. Życie nadal trwało. Spadała w w jego centrum. Splątana linami przemyśleń lądowała w dzisiaj.
Zaczynała żyć porą wybijaną
w takt na trzy: aromatem przypalonych mielonych, smakiem mizerii, latem w mieście, sekundą z teraźniejszości.
Na trzy....
Trzasną drzwi. Remigiusz wróci z letniej wyprawy. Opowie to, czego nie mogła nawet się domyślać. Przeżyje własną przygodę z miłością, może w niej zostanie...

W takcie na trzy pozostanie w świecie roztańczonej ciszy, z synem, z którym dzieliła setne części przemijania, z miłością własną do której tak dzielnie broniła dostępu...
Pozostanie ... Na trzy...

sobota, 29 kwietnia 2017

BYĆ JAK ŚWIR

Sądzisz, że jesteś normalny???
Nic bardziej mylnego!!!
Wystarczy ci godzina z człowiekiem, któremu przypięto w przestworzach etykietę:
" PSYCHICZNY".
Zaczynasz się zastanawiać, analizować własny przypadek i :
EUREKA!!!
Jesteś ciągle niezdiagnozowanym świrem.
Wstaje rano. Ciągnie na dupce przesikaną piżamę.
- Kto mnie tak zmoczył !!!!- wrzeszczy, jak każdego minionego dnia.
- Jak nic, twoja żona- odpowiada mu.
- Tak, ona jest do tego zdolna- marudzi człapiąc noga za nogą w stronę toalety.
Swoją drogą, kto z nas się nie moczy?
Skrzętnie ukrywamy ten fakt, biorąc go za niedomagania, marząc w cichości o prześlicznej pielęgniarce, która niczym dobra matka, dupkę umyje, wycałuje, zapudruje i opatrzy nieprzemakalnym pampersem....
Marzenia...
Dobrze, że przynajmniej one są nieopodatkowane!!!
Odnosimy wrażenie, że jesteśmy niepowtarzalni,
jedyni w swoim rodzaju.
Wystarczy jedno spojrzenie w lustro, aby napotkać wzrok błyskotliwego idioty...
- I co, to się tak gapi?- Zastanawiasz się przez chwilę, ściągając maskę normalności z całego dnia....
Już wkrótce nie będziesz jej potrzebował.
Demencja to taki stan, kiedy męczysz najbliższych własną naturalnością.
Jesteś upośledzony.
Nie dajesz rady z zapięciem maski...

piątek, 28 kwietnia 2017

PRZERWA W EMISJI


To było, jak spotkanie POKORY z rozdmuchanym  EGO, które stojąc nad przepaścią potknęło się o coś, co wyglądało na ludzką stopę, a w zasadzie stanowiło kikut nienawiści. Ból gorszy od cierpienia, na wskutek wbicia igły w centrum wylotu odbytu, przeszedł przez ciało bohatera.
Zabolało panie Durczok, pomyślałam,
ale tylko na wstępie...

Po pierwszych stronach, miałam ochotę cisnąć książką o ścianę.
Pomyślałam , że Kamil Durczok znowu ma parcie na szkło. Próbuje zwrócić oczy milionów na swoją chorobę, łysą głowę, aby wzbudzić w nas empatię, która ostatnio nie jest trendy...
Nie poddałam się. Przechodziłam graficznymi labiryntami do kolejnych odsłon.
W połowie książki zdałam sobie sprawę, iż
trzeba być naprawdę silnym facetem, aby w publicznej spowiedzi
wyznać własne słabości.
Pęd za życiem, pogoń za uciekającym dniem, chuśtawka nastrojów, ostatecznie depresja i walka o siebie,
budują nowego człowieka...
Tylko te najgorsze przeżycia , które brutalnie rozjeżdżają nas po glebie, pokazują ile mamy w sobie siły, aby zmartwychwstać i tylko one wyciągają z tłumu pochlebców prawdziwych przyjaciół.
W Pana przypadku Panie Kamilu, była to ex- małżonka, która centralnie olała nienawiść. Trafiło się ślepej kurze ziarno- pomyślałam zamykając książkę.
Życie jest najlepszą szkołą.
Szkołą pokory...

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

STAWIAM NA WŁASNE JA

Najpiękniejszy prezent, jaki można sobie sprawić, to mieć na wszystko wyrąbane.
Nie zmienię życia.
Wiatr i tak będzie wiał mi w twarz.
Zbyt mocno się kocham, żeby bawić się w czekanie na jutro.
JUTRA może nie być.
Zasypie je kilka garści piachu, pobłogosławi jutro i hulaj duszo,
jutra nie ma.
Nikt mnie tak nie pokocha, jak ja sama.
Grunt to mieć tę świadomość😂😁😀
Dzisiaj jestem w raju, bez tych głupot, które robią z mojej głowy kapuśniak, bez plotek, bez problemów , z kolejną książką Olgi Tokarczuk " E.E."
z uwielbieniem dla wolnego czasu, z promieniami słońca....
Niczego mi więcej nie trzeba...
No może czasami Ciebie???
Ale czy starczy mi czasu na siebie i ciebie.
Zrobiłam się skąpo pazerna...

sobota, 22 kwietnia 2017

ZESCHIZOWANA MATKA

Taka jestem. Mam to szczęście, że wychowujemy bąbelka- 😂😁😀 ukatrupi mnie bez znieczulenia, jeśli to przeczyta, z PANEM EX.
MYŚLICIE ,że piorunami nie rzucałam w stronę tatuńcia, z którym to zamieszkał??
To byłoby zbyt delikatne.
W ruch szło wszystko.
Bąbelek przepoczwarzył się w kanciastego Bąbla i jak większość normalnych nastolatkòw, nie szuka autorytetu w mamiuni, lub też w tatuniu, a jedynie sam uważa się za GURU.
Oczywiście początkowo darłam szaty, jak to ja, ta najlepsza, bez rysy na lśniącej karoserii, ma oddać dziecko, temu, ktòry je spłodził i to po 14 latach pełnego oddania sprawie???!!!
Po moim trupie- pomyślałam.
Na szczęście obyło się bez pogrzebòw.
Łapię się czasami na tym, iż rozbawiają mnie do łez informacje o cudownych dzieciach. Byłam jeszcze gorsza.
Dzieci szybko wyrastają z ciuciania.
Rodzimy je dla świata i chcąc nie chcąc, musimy wyrazić pełną aprobatę, na to, aby ten ŚWIAT je połknął, strawił i wydalił.
Nic tak perfekcyjnie nie uczy życia, jak własne potknięcia.
Pisze to matka - wariatka, która wydała na świat anioła.
Ten sam, tuż po pierwszej samodzielnej pròbie czystości, czytaj porzuceniu pampersa, przeistoczył się w nieludzko odrażające- 😂😁😀 ZOMBIE 😷😷😷
Od czasu do czasu, w ramach sprawienia matce przyjemności, improwizuje anioła, ale do owej sztuczki nie zakłada już pampersòw- wyròsł.
Możemy wszystko:
Chuchać, dmuchać, na nawet oddychać za nich, ale życia to za nich nie przeżyjemy....

piątek, 21 kwietnia 2017

WOLNOŚĆ

Stan bezwarunkowej hibernacji, pozbawiony wyrzutów sumienia, przemyśleń, jak również marzeń, które pchają mnie w enklawę niespełnienia, stan bycia tu i teraz śmię nazwać szczęściem.
Co teraz???

SZCZYTUJĘ!!!!



wtorek, 18 kwietnia 2017

NAJTRUDNIEJ TO BYĆ CZŁOWIEKIEM

Zwariowała - pomyślicicie. Wredna, pyszna i na dodatek pyskata 

Zabrała się za moralizatorstwo.

Zupełnie tak, jakby malarz pokojowy przerzucił się na sztalugi i portrety😂😁😀

Przeczytałam. Całą, do ostatniej strony.

Dotarło do mnie, że najtrudniej w tym życiu stać się człowiekiem, nie hejterem, marudą, kłamcą, a właśnie człowiekiem.

Kimś, kto potrafi obmyć ciało, śmierdzące zgnilizną i roztoczami, 

kimś, kto w zwyczajnym geście serdeczności poda rękę na przywitanie, kto zadba, aby inny , tak podobny jemu samemu, 

nie umarl z głodu, a jeśli już to mu jest pisane, aby odszedł godnie- jak człowiek.

Doczekaliśmy czasów, w których ludzkie odruchy przypisywane są świętym.

Najtrudniej zostać zwykłym człowiekiem....


piątek, 14 kwietnia 2017

Żyć ... Jeszcze raz...

Święta dla mnie nie stanowią oczekiwania na cud. Cud to mam każdego dnia. Bycie matką jest prawdziwym cudem, to nie takie chop siup, wskoczyło, wyskoczyło i sobie rośnie....
Cudem jest się obudzić i znaleźć siłę do życia, każdego poranka...

Dziwna sprawa, ale im większa przestrzeń dzieli mnie od dnia narodzin, tym czuję się mocniejsza.

W niedzielę rodzę się nowym człowiekiem, co dziwne, z każdą kolejną jestem silniejsza...

To co dotychczas było nierealne, staje się rzeczywiste.

Człowiek to taki twór, który może wszystko, wystarczy odnaleźć w sobie siłę...

Zmartwychwstanie to odnalezienie siebie...



sobota, 8 kwietnia 2017

KTO MA TWARDY TYŁEK, TEN MA WYCIECZKĘ

Znowu dostałam w plecy. Życie mi się kuźwa ostrzem wbiło.
Oczami wyobraźni widziałam swój pogrzeb.
Drzwi trzasnęły.
Życie oknem uleciało i niczym nieprzyzwoity gołąb na wsteczne nasrało.
Zaczynam wszystko od nowa z głośnym przytupem. Nie ma tego złego, co by się czkawką nie odbiło.
Nie wiem ile jestem jeszcze w stanie przeżyć takich cięć w plecy, bo cyborgiem to ja nie jestem, ale wiem jedno, że jak się gównianie

składa😂😁😀  to trzeba obrać inny kierunek.

Zresztą czasami trzeba oddać się chwili...

Nie wierzycie...

Nie dalej jak wczoraj pielęgniarka zamieszała w lekach. 

Takim sposobem dziadek z demencją, otrzymał leki uspokajające babci...

I co???

I wreszcie się wyspał..


Teraz z wiatrem, żeby mnie tylko do Afryki nie poniosło, bo prądy sprzyjają, a ja lekka jestem  w tym szczęściu. 

Może dlatego, że moi przyjaciele nie przyoblekają masek Zoombi...

Gdy facet jest do dupy spuść go z szarym papierem, kolejny, będzie normalny 😂😁😀Gdy życie Ci daje w kość, weź węgiel i przeczekaj...

Zawsze możesz wyfrunąć oknem....

Dedykuję Ten post dwóm szalonym Wariatkom:

Niech moc będzie z Wami😂😁😀


czwartek, 6 kwietnia 2017

Na wiosnę

Tyle czasu upłynęło od Eurowizji a kobieta z brodą ciągle trendy- pomyślałam, spoglądając na świńską szczecinę, pokrywającą wysuniętą do przodu brodę sześćdziesięciolatki. Jak znajdzie taka naśladowcòw, jak nic koncerny piankowe upadną z hukiem!!!

Wiosna pcha się na salony, wraz z nią trawa jej zapach, pierwsze pąki i przebudzone bąki i...

Ten nieszczęsny zarost ...

Chciałoby się zaśpiewać:

" Dziewczyny bądźcie dla nas piękne na wiosnę"

😂😁😁

Nie wypalamy traw, kosimy trawniki!

Niech żyje pianka do golenia😁😂😀


czwartek, 30 marca 2017

M JAK MĘSKOŚĆ

Wiecie Panie dlaczego mamy w domu to,
z czym tak trudno nam się pogodzić,
że nie wspomnę
o humanitarnej utylizacji😁???!!
Nasz instynkt przetrwania został zabity
w tetrowych pieluchach,
wraz z pierwszą smòłką,
zaraz po okrzyku zrozpaczonej  matki:
- Còrka,  a dlaczego còrka???!!!!!-

I dźwigaj tu kobieto brzemię niewieście, bez świadomego wsparcia pokoleń!!

Mamusia, jak to mamusia, po pierwszym stąpnięciu bosej nòżki na podłogę,  pakuje w niezgrabne rączki druty i molestuje kursami szydełkowania, wyszywania i haftòw,

MATKA- ARCHITEKT KOBIECOŚCI!!!!

A gdzie polowanie, zwierzyna, pierwszy glock, sidła potrzasku, gdzie apetyt i wreszcie- smak dziczyzny????
A tak na oślep kobieto celujesz, skrzydła podcinasz, żeby nie oddalał się za nadto, bo go sępy upatrzą, skonsumują i już nie zdążysz zaobrączkować...
Uff... Tym razem jesteś na czas.

Patrzysz z litością na tę podròbkę męskości, marudę, brazylijskiego wyciskacza łez,
jak narzeka na pracę, szefa i kolegòw.

Jak grzeje orzeszki w starym fotel i usypia zmęczonego życiem samca...

To były dziewicze łowy....
Stał, taki nieporadny,
mòwił niewiele, a dziś nawija, jak kobieta w akcie męczącej menopauzy...
Uwielbiała lwy, a trafił się jej jelonek...
Szydełkowania jej się za młodu zachciało!!!
A gdzie safarii, testosteron, dzicz i pogoń.
Jelonek Parzystok-kopytny
popierduje w ich starym fotelu...

Nigdy nie potrafiła strzelać, a o polowaniu to już nie wspomni...
Wystarczyło, że ten tutaj, co kocha dzieci, gdy je widzi na chwilę, kocha ją, gdy już wytrząśnie z siebie chłopca na kolejnej dziecinnej zabawie, wystarczy, że ten tutaj strzela słowami, niczym nabojami, symulując podwyższony testosteron...
Gdyby była nietoperzem, to słowa , jego słowa,  niczym kule , odbiłyby się na jej uszach i powaliła by atrapę dziczyzny na miejscu. Kocha, bez odpowiedzialności, wychowuje, strzelając słowami...
Gdzie schowali tę broń???
Bo jak nie wyjdzie zaraz,
to nie wytrzyma ...
Gdyby tylko matka nauczyła ją
łowczego fachu, ustrzeliła by wilka, przywòdcę silnego stada...
Patrzy na chłopca ze szlaczkami na ciele, dziecinnej atrapy Apacza...

środa, 29 marca 2017

PAN MERCEDES CIĄGLE NIEŚMIERTELNY

Hipnoza, teleportacja, telekineza zjawiska nie do końca zbadane, zaròwno, jak i możliwości samego mòzgu,
za to niezmiennie fascynujące...
Hartsfield, sprawca ataku terrorystycznego z przestrzelonym mòzgiem ląduje w szpitalu.
Jego ciało umiera. Mòzg toczy bòj ze śmiercią. Ćwiczy się w telekinezie,
a każdy kolejny dzień przedkłada mu nowe ofiary...
Jedną z pierwszych jest siostrą Scapelli, nienawidząca pacjenta, tak mocno, jak i reszta świata, pogrążonego ciągle w żałobie, po udaremnionym przez detektywa Billa Hodgesa akcie terrorystycznym. Punktem zapalnym miał być koncert zorganizowany dla tysięcy nastolatkòw. Skończyło się na kilku ofiarach, ale tylko dzięki interwencji detektywa i jego oddanej dwu- osobowej ekipie...
Powròćmy jednak do siostry, pastwiącej się nad ciałem terrorysty...
Tego wieczora, w akcie zemsty za  nieletnie ofiary, znęcała się, czerpiąc przy tym dziką przyjemność,
nad sutkami terrorysty,
wykręcając je boleśnie.
To jej, jako pierwszej,
podsuwa hipnotyzującą grę.
Korzysta z okazji. Przejmuje władzę
nad jej ciałem...
Poddałam się hipnozie i ja sama...
W transie nieprzewidywalnych zbiegòw okoliczności, sytuacji z goła tragicznych, ròżnorodnych postaci, dotarłam do szczęśliwego zakończenia, ciągle jednak jestem w stanie nieważkości...
Najtrudniej podobno się wybudzić...
Ciągle nie wiem, czy tego chcę...

poniedziałek, 20 marca 2017

NA SPRZEDAŻ

Miłośniczka lansu, piękna, kotów,
psów i rodziny,
sprzeda życie prywatne za cenę​ świętego spokoju. Do kompletu, wystawi na licytację śliczne buzie świętych w oczekiwaniu na ich akceptację👍👍👍
i cud bożego miłosierdzia
Wystawi na bazar ludzkiej ciekawości własną doskonałość, perfekcyjność w wymiarze 3 D, urodę nieskalaną bruzdą
przemijania, bez zaszłości i przyszłości,
nietypową, jak Kolumna Zygmunta-
niezmienną, archaiczną pozbawioną historii...
Sprzeda zakłamanie w cenie uwielbienia

czwartek, 16 marca 2017

LITERATKA

Być jak Witkacy...
Marzyła...
Tworzyć....
Pod ręką żadnych odurzających środków nie miała, bo niby skąd, to się upięła tego 8 marca , jak żaba błota!!!
Zabawa była przednia.
Kobiety to jednak potrafią się bawić we własnym towarzystwie-pomyślała, nie wypuszczając z dłoni smartfona....
Wtedy ją naszło...
Fala, : "Być, jak Witkacy"-
okryła ją parującym natchnieniem.
Zasypiała z palcami na alfabecie...

Nienawidziła porankòw.
Alarm tańczył zbyt głośno z pulsującą bòlem skronią ....
Dopiero teraz zauważyła z kim przespała noc.
Ciągle leżał na wygniecionej koszmarem poduszce. Poczuła strach...
Instynkt podpowiadał jej , że nie powinna czytać wysłanych do niego wczorajszych wiadomości...
Zwyciężyła ciekawość:
" Ty ch ... podròbko męskości, starcze z demencją.... (... ) ...
Ch...(...)"
Witkacy - pomyślała, Witkacy przeze mnie przemòwił...

środa, 8 marca 2017

Pan bez wymagań pozna sarenkę do odstrzału...

Robiło się późno. Neony witryn sklepowych dodawały mi odwagi. W ciszy nocy usłyszałam za sobą kroki. Instynktownie zacisnęłam w dłoni pęk kluczy.
Zabolało...
Byłam gotowa do obrony.
- Przepraszam, przestraszyłem panią? -
Szpakowaty sześćdziesięciolatek próbował mi dorównać kroku...
Po moim trupie- pomyślałam. 

Mobbing to najobrzydliwsze narzędzie władzy w rękach co niektórych samców. 

Pojawia się zawsze wtedy gdy zwierze przemierza pustynię. 

Dociera do oazy, a tu konsternacja!!!!

Źródełko z testosteronem nie tryska, wielbłąd zdechł, a do domu ciągle daleko!!!

Pan zdawał się nie odczytywać moich emocji. Nie odpuszczał.

- Pani tak sama, wieczorową porą???- 

Jeszcze chwila a przeistoczę się w bruneta. 

Instynktownie sprawdzałam przyrodzenie...

To nie ten moment.

Człapanie męskich mokasynów zaczynało być denerwujące. W myślach dawałam mu pięć minut na przeżycie, lub dożycie...

- Pani sama, czy ktoś na panią czeka?-

- Jak sama???? - Zapytałam zbulwersowana.

- Czekają na mnie w parze. Dwóch mężczyzn proszę pana-

- To jak by wygrała pani w totka. 

Co raz mniej samotnych kobiet- 

Zamruczał załamany.

Desperat- pomyślałam. Oby nie zaczął przy żyłach majstrować- 

Po raz pierwszy spojrzałam w jego stronę. Niewysoki mężczyzna, wzrokiem wygłodniałego psa, osaczał moją osobę.

- Wie pani, mam sześćdziesiąt lat, a pani taka, apetyczna, młoda- 

Kontynuował. Czekałam cierpliwie.... 

- Pani rozumie, nie będę się przecież umawiał ze starszą.-

Nie rozumiałam. Czekałam, aż skończy. 

Że też matka wpajała we mnie kulturę!!!

- Przytulę taką, a tu zmarszczki na dupie-

O , żeby Cię dziadu pokręciło!!! - pomyślałam.

- Wie pan to działa w dwie strony- Wyszeptałam, oddalając się w stronę sklepu.

- Jak w dwie??? - Zapytał. 

Kurna, nie dość, że leciwy, to gamoń skończony - naszło mnie znienacka.

- Ona pana uchwycić, a tu uwiąd starczy!!!-

 Patrzył na mnie oszołomiony....

Dobrze, że dał mi spokój, pomyślałam,

wypuszczając z obolałej dłoni pęk kluczy.


poniedziałek, 6 marca 2017

Chodź opowiem Ci bajeczkę

Chodź opowiem Ci bajeczkę....
Bajarka miała w sobie niesamowity urok. Świeża trzydziestka przyciągała zainteresowanie, zebranej tutaj publiki, która dotychczas zasilała grono bezrobotnych.
Nadzieja na lepsze jutro emanowała z blondynki. Każdy liczył na wygraną.
Była niczym zaplombowana maszyna totalizatora.
- Cóż , jak nie zna pani niemieckiego, to nauczy się pani na miejscu. Firma zapłaci tylko 800 Euro, ale za to zdobędzie pani potrzebne doświadczenie!-
Coś mi zgrzytnęło. Machina blondynki prowadzącej Giełdę Pracy w Koninie zachłystnęła się własnym kłamstwem.
- W ramach pomocy, nasza poznańska placówka organizuje kurs nauki niemieckiego. Jedyne 300 zł za 90 godzin.-
Czy ta pani ocipiała???!!!!-
Ordynarny myśl, przemknęła pomiędzy moimi uśpionymi neuronami.
Opieka w Niemczech to nie wczasy. Oprócz rozłąki z rodziną, obczyzna funduje zderzenie z germańską kulturą.
Tam każdy jest u siebie, oprócz ciebie. Wygrywa ten, kto zna swoją wartość.
Jak pomóc ludziom , często na łożu śmierci, oczekujących  na kościstą damę,
bez możliwości pożądanego dialogu????
Kurs dla bezrobotnych za jedyne 300 zł!!!!
Zaczynałam odnosić wrażenie, że zorganizowana tu Giełda Pracy, ma na celu dźwignięcie zaspanej statystyki, bo ostatecznie, to tylko Giełda, może udowodnić, iż Urząd Pracy dba o bezrobotnych!!!

Na koniec bajki blondynka poprosiła o uśmiech. Sprzedaliśmy swoją fascynację na zbiorowej foci, z podpisem:

Nieopodatkowane Marzenia!

wtorek, 28 lutego 2017

MIŁOŚĆ MOJEGO ŻYCIA

No i się wzruszyłam. Rzadko mnie dopada ten maślany stan, ale dzisiaj postanowiłam się poddać.
Zaczęło się banalnie. Nie chowam się, jak struś przed problemami.
Kłopoty kochają mnie,
jak muchy odchody.
Ledwo rozwiążę jeden problem, zaraz pojawia się kolejny. Zupełnie, jakbym była lodówką na magnesy.
- Twarda baba z Ciebie mamo- Stwierdził krótko mój siedemnastolatek, przy kolejnej porcji krokietów.
- I jesteś miłością mojego życia-

piątek, 24 lutego 2017

Geny , niedoścignione przekleństwo

Obserwuję tego mojego szczypiorka dryfującego w krainie mutantów.
- Nie mogłaś wybrać na mojego ojca dwu-metrowego potwora!!-
Wrzeszczy rozgoryczony, a jego wkurzenie rośnie wprost proporcjonalnie do mojego rozbawienie.
- Miłość to narzędzie, które oślepia-
- Szkoda, że renty na to nie przyznają!- Wrzeszczy nieletni generał.
Dzisiaj wybrali się do klubu:
Szczypiorek i Mutanci opuścili moje mieszkanko. Zrobiło się przestrzennie. Przygotowałam im spanie.
Zmieniałam właśnie pościel, kiedy zadzwonił mój siedemnastolatek.
- Powiedz temu ochroniarzowi, że zapomniałem dowodu z domu. Wszystkich wpuścili, tylko nie mnie.
Kurna,  pieprzone geny mamo!!!-
Myślę, kurna jakiego dowodu???
Przecież mu swojego nie dam!!!
- Proszę pana, moja mama panu powie, że zostawiłem dowód w domu!!!-
Połączenie zostało przerwane...
Jest sobota...
Wyję niczym kojot ...
Ze śmiechu!!!
😁😂😀

czwartek, 23 lutego 2017

MIŁOSNA ETIUDA

III
Cisza... Taka lekka.
Symfonia spokoju...
Upajała się koncertem granym na trzy. Tyk, tyk, tyk, zegar wygrywał hejnał wolnego przemijania. Ponownie sama z sobą na trzy. W oddechu, w którym ciągle był. Odgradzała się od jego żaru, drzwiami zamkniętym na trzy. Magiczna liczba oddechów z garbem i murzyńskim zadem... Na trzy zapominała o huraganie miłości. Na trzy zniknie wszystko, oprócz zapachu jego skóry.
Było go zbyt wiele ...
Na trzy ponownie sama z sobą....
Powietrze, ono nie znało czasu, nie słyszało taktu na trzy.
Drgało gęstym wspomnieniem.
Testosteron ciągle tańczył na czerwcowy nutach południa. Wnikał porami skóry, pieszcząc receptory dotykiem minionego. Zapalał się ponownie gorącym ogniem namiętności.
Bużył aurę spokoju.  Palcami wspomnienia dotykała chwilę. Nadal była gorąca...Na trzy...
Czy tego chciała???
Wyczekiwania, tęsknoty, romantycznych banałów?
Miała tę swoją ciszę zatopioną w szczęśliwej sekundzie samotności.....
Odgłos wiadomości, niczym granat uderzający w bazę cywilów, zakłócił to, w czym prawie drzemała, zabrudził rajski lazur unoszącej się ciszy....

" Nic się nie zmieniłaś. Spędziłem z Tobą wspaniałe chwile. Minęło 24 lata, a czułem się tak, jakbyśmy nigdy nie stracili kontaktu. Dziękuję"
Skrzypaczka miłości ciągle wygrywała nutę uniesienia na strunach emocji...
Nie powinna pędzić w stronę ognia.
Patrzyła przed siebie. Za oknem rozpędzone auta hamowały przed skrzyżowaniem
Dozorca bluzgał właścicielkę psa, wymachując miotłą przed jej twarzą . Jazgot jamnika, zagłuszał dialog. Życie nadal trwało. Spadała w w jego centrum. Splątana linami przemyśleń lądowała w dzisiaj.
Zaczynała żyć porą wybijaną
w takt na trzy: aromatem przypalonych mielonych, smakiem mizerii, latem w mieście, sekundą z teraźniejszości.
Na trzy....
Trzasną drzwi. Remigiusz wróci z letniej wyprawy. Opowie to, czego nie mogła nawet się domyślać. Przeżyje własną przygodę z miłością, może w niej zostanie...
W takcie na trzy pozostanie w świecie roztańczonej ciszy, z synem, z którym dzieliła setne części przemijania, z miłością własną do której tak dzielnie broniła dostępu...
Pozostanie ... Na trzy...

wtorek, 21 lutego 2017

ŚMIERĆ

Bo wiesz
Bo tak po cichu przyjdzie śmierć
Wejdzie bez pukania
Zabrudzi dywan ostatkiem zimy
W toalecie pozostawi smród kaca
Usiądzie z Tobą do kolacji
I nawet uśmiechnie się szeroko
Wystawiając przestrzelone dziąsła do fotografii na drogi marmur
Utuli Cię do snu namiętnością
Szepcząc, że kocha bezwarunkowo
Po czym wstanie zabierając ze sobą Twój orgazm
To będzie sztywne pożegnanie...

niedziela, 19 lutego 2017

MÓW MI NIKITA

Wróciłam...
Najpierw siłownia i basen, masa,
a teraz bieganie...
Nic tak nie mobilizuje,
jak wulkaniczny wkurw !!!
Na tę jego mierną z matematyki, to mnie prawie krew zalała....
Powiecie gamoń, bo matka za korepetycje płaci , a on ciągle stoi na tej samej pozycji...
Po takiej matce 😀😁😂 gamoń???

Reasekuracyjnie, przyjęłam opcję podmianki.
W polskich szpitalach wszystko jest możliwe!!!
Nie ważne czyje cielę.
Dzieciakowi pomóc trzeba.
Poprawiłam sobie rzeźbę, wrzucę dresy
i zasuwana jutro na to spotkanie
z matematyczką...
Nie do pomyślenia, żeby mój syn umiał tylko na mierną!!!
Nie do pomyślenia!!!

czwartek, 16 lutego 2017

MIŁOSNA ETIUDA

II
Ciągle się bała. Wiedziała, że powinien już wyjść. Strach przed samotnością, po tej nocy we dwoje, był niczym odgłos kamienia spadającego do głębokiej studni.
Mhm
Włosy ociekały poranną kąpielą. Nigdy nikogo nie kochała. To uczucie wywoływało w niej głęboko ukryte lęki. Lepiej niech już trzaśnie tymi drzwiami i przejdzie w strefę własnego życia. Wytwarzała przeciwciała zapomnienia. To nie potrwa długo... Przekręci klucz  w zamku, nastawi płytę życia i popadnie w demencję....
Na miłość powinni przepisywać szczepionkę.
Dotychczas ogarniała własne emocje...
Jeszcze tylko raz się przytuli, skradnie zapach z jego skóry, zalakuje i zamknie w kasetce...
Jeszcze tylko raz...


- Muszę jechać- Przeczesywał jej mokre włosy.
- Jedź. Niczego sobie nie obiecywaliśmy-
Ponownie otoczył jej usta tym pocałunkiem, którego kiedyś nie znała ...
Nie znała...
Nawet nie pamięta, czy tak go pragnęła.

Polehttp://goodmorning73.blogspot.com/cany post

MOCZYĆ SIĘ MOCZYĆ😂😁😘

Nie myśleć. Odmóżdżam się na fali. Filozofia wyrąbania głosi, iż należy nie zachowywać zdrowego rozsądku. Pokłóciłam się z nim. Wsiadłam ...